Był pogodny wieczór, gdy zajechałem do baru Merlotte. Lubię tu przyjeżdżać, mimo że jest to jedyny bar w moim miejscu zamieszkania. Nie jest zbyt duży i prawie zawsze jest miło i ciekawie. Bon Temps to małe miasteczkiem, więc większość gości znam osobiście lub z widzenia. Kiedyś nie przyjeżdżałem tu tak często, ale teraz gdy mam 25 lat i jestem po studiach to dojrzałem do bardziej statecznego życia niż w czasie studiów, choć bardzo przyjemnie wspominam ten czas. Po kilku latach lekkiego życia stwierdziłem jednak, że najlepiej mi pasuje życie w tym spokojnym mieście. Bardzo chciałbym się ustatkować, ale nie znalazłem jeszcze właściwego... mężczyzny. No właśnie, jestem gejem. Na szczęście teraz w tym świecie nie jest wielkim problemem jakiej kto jest orientacji seksualnej, czy rasy.. w końcu od ponad dwóch lat wiadomo, że wampiry istnieją. A do tego wymyślono sztuczną krew, dzięki której mogą przeżyć obywając się picia ludzkiej krwi. Tak naprawdę to poznałem tylko jednego wampira - Billa Comptona, który jest chłopakiem mojej przyjaciółki Sookie Stackhouse. Znam ją od szkoły średniej. To niesamowita dziewczyna. Sookie ma dar, jest telekinetyczką, słyszy myśli innych ludzi. I dosłownie wie co o niej myślę i mnie to nie przeszkadza. Właściciel baru i szef Sookie jest zmiennokształtnym, jego ulubioną formą jest owczarek collie. Jest w porządku, a dzięki Sookie można powiedzieć, że się zaprzyjaźniliśmy. Czasami pomagam mu w sprawach biznesowych dotyczących baru. Mam dyplom z zarządzania, własną firmę, a także udzielam porad w tym zakresie.
Zaparkowałem samochód i podążyłem do baru. Przed wejściem zobaczyłem, że jest nawet sporo ludzi. Zdarzało mi się już kilka razy udzielać konsultacji biznesowych Samowi, więc wiem że opłaca się mieć taki lokal. Jakiś czas temu zastanawiałem się czy nie otworzyć własnego baru, ale musiałoby to być poza Bon Temps, bo trudno robić konkurencję jedynemu tak dobrze prosperującemu lokalowi w miasteczku, a do tego jeszcze przyjacielowi. I nie mógłbym tak często tu przychodzić.Gdy wszedłem, od razu zobaczyła mnie moja ukochana przyjaciółka. Przywitała mnie czule, pocałowała w oba policzki.
-Cześć Sookie, kochana. -powiedziałem, a w myślach dodałem z uśmiechem: "Wyglądasz dzisiaj olśniewająco, opowiedz ile przystojniaków próbowało cię zaprosić na randkę?" -No powiedz. -I znowu uśmiech. Poszedłem za nią do baru.
-A no wiesz, tak jak zwykle. Matt, od tygodnia cię nie widziałam. -Odpowiedziała mi z pięknym uśmiechem. -Dlaczego tak dawno cię nie widziałam? Chyba nie poznałeś kogoś i nie miałeś czasu wyjść do ludzi, co? -zagadnęła z drwiącym uśmieszkiem.
-Niestety, ale miałem ostatnio naprawdę sporo pracy. A że nie miałem ostatnio zaplanowanej konsultacji na temat baru z Samem, więc nie mogłem wpaść. - uśmiechnąłem się do Sama, który akurat nadszedł z zaplecza za bar. -Cześć Sam!
-Witaj Matt. Widzę, że o mnie rozmawiacie, co? -odpowiedział z udawaną urazą. -Jak zawsze. Piwo?
-Tak, dzięki. Właśnie mówiłem Sookie, że ostatnio nie rozmawialiśmy w sprawach biznesowych. A z Sookie nie widzieliśmy się jakiś tydzień i pomyślała że kogoś poznałem. -odpowiedziałem Samowi, a w myślach do Sookie: "Przecież mnie znasz, nie ukrywałbym nikogo przed tobą!" i spojrzałem na nią z wyrzutem.
-Na pewno za niedługo kogoś poznasz i oczywiście wiem, że nie ukrywałbyś. Tylko żartowałam. -odpowiedziała Sookie.
-Znowu to robicie. Czasami chciałbym wiedzieć co tam jej mówisz, Matt. Mam nadzieję że mnie nie obgadujesz? -żachnął się Sam.
-Nie martw się Sam. Wiem że się przyjaźnimy, ale nie musisz wiedzieć wszystkiego co o tobie myślę. -powiedziałem. A w myślach do Sookie: "Nie podrywał cię ostatnio?" Od razu jak to pomyślałem to chciało mi się śmiać.
-Matt! No co ty! - odkrzyknęła Sookie i uderzyła mnie w ramię. Sam dziwnie na nas zerknął, ale nic nie powiedział.
-Sookie! Nie powinnaś tak gwałtownie reagować przy Samie, tym bardziej jeśli chodzi o niego. -powiedziałem, gdy akurat Sam poszedł znowu gdzieś na zaplecze i uśmiechnąłem się. -Przecież wiesz, że się tylko z tobą droczę.
-Wiem, wiem, ale znowu mnie zaskoczyłeś i jakoś tak wyszło. -odparła.
-Nadal nie mogę uwierzyć, że Lafayette został zamordowany. Zawsze sobie o nim przypominam gdy tutaj przychodzę. -powiedziałem.
-Mhm, ja także. -odpowiedziała Sookie. -Wiem, że się z nim kiedyś spotykałeś, ale nie powinieneś już o nim myśleć. I tak wam nie wyszło.
-Powinienem ci zostawić spory napiwek za porady jak u psychologa! -odparłem i dodałem: "Bo często się tak czuję w twoim towarzystwie." I się zaśmiałem.
-Już ci mówiłam co myślę o twoich napiwkach! -oburzyła się i zdzieliła mnie ścierką po głowie.
-Sook. Mówiłem ci żebyś nad sobą panowała! -odkrzyknąłem śmiejąc się.
Odprowadziła mnie do stolika, potem poszła zrobić obchód po stolikach i jeszcze pokazała mi język. Po chwili do baru weszły dwie piękne istoty. Pierwsza weszła kobieta, potem mężczyzna. Podeszli do Sookie i się przywitali. Czemu nie wiem kto to jest? I to trochę dziwne, że wszyscy w barze się na nich patrzą. Jak się już przywitali to zawołałem Sookie.
-Sookie, kim oni są? - zapytałem, trochę oniemiały.
-To są moi dalsi kuzyni, Claudine i Claude. -odpowiedziała Sookie.
-Są niesamowici. Czy są może nadnaturalnymi? -a Sookie się uśmiechnęła.
-Zapytaj ich, może ci powiedzą. Zaraz cię przedstawię. -powiedziała i podbiegła do nich.
Uśmiechnęła się i coś powiedziała. Po minucie już zaczęła prowadzić ich do mojego stolika. Ja wstałem, żeby się przywitać.
-Claudine, Claude, to jest mój przyjaciel Matt Lancer. -powiedziała Sookie. -Matt, to są Claudine i Claude Crane, moi kuzyni. -po chwili dodała. -Usiądźcie. Zaraz wam coś przyniosę.
Mając chwilę czasu, przyjrzałem się obojgu. Mieli te same, wyraźne rysy twarzy i długie czarne włosy. Claudine rozpuszczone, a Claude - spięte w kucyk, trochę krótsze. Oboje byli tego samego wzrostu, około 6 stóp. Claude miał oczywiście szersze ramiona niż Claudine, jak to facet. Pomyślałem, że może zacznę rozmowę, jeśli oni się nie odezwali od momentu, gdy Sookie poszła zająć się klientami.
-Bardzo mi miło was poznać. Mieszkacie gdzieś niedaleko? Dziwne, że was wcześniej nie poznałem skoro jesteście rodziną Sookie. -zagadnąłem.
-Niedawno się poznaliśmy, dlatego wcześniej nie odwiedzaliśmy Sookie. Mieszkamy w Monroe. -odpowiedział Claude.
-Jak długo znasz naszą kuzynkę? -zapytała Claudine z pięknym uśmiechem.
-Poznałem Sook w szkole średniej, zaraz po tym jak się przeprowadziłem do mojej ciotki i wujka. Nie mogę uwierzyć, że znamy się już tak długo.
-Jak to się stało, że przeprowadziłeś się do takiego małego miasteczka? -spytała Claudine.
-Moi rodzice zginęli, gdy miałem 15 lat. -odpowiedziałem ze smutkiem. Bardziej zagrałem, bo minęło już 10 lat i do tego przywykłem.
-Bardzo mi przykro. -powiedziała Claudine i dotknęła mojego ramienia. Od razu minął mi melancholijny nastrój. To było trochę dziwne. Poza tym czułem magię wokół rodzeństwa Crane. Wziąłem głęboki oddech. Poczułem dziwny zapach. Jeszcze takiego nie czułem. Spojrzeli na mnie jak robię wdech, a potem na siebie.
-Hmm, wyczuwam niezwykły zapach od was. Czym jesteście? -zapytałem.
Przez chwilę tylko patrzyli na mnie. Po minucie jednak Claude się odezwał:
-Tak myślałem, że jesteś nadnaturalny. Zmiennokształtny? -zapytał. Zauważyłem, że podniósł mu się kącik ust.
-Wilkołak. -Odpowiedziałem z uśmiechem.
No właśnie. Nie wspomniałem wcześniej, że zmieniam się w wilka. Cieszę się z tego powodu i z tego, że jestem o wiele większy od zwykłego wilka i moja sierść ma kolor zupełnie biały, a w świetle księżyca srebrny.
-Więc? -uśmiechnąłem się jeszcze ładniej, no i co, że bardziej do Claude'a niż Claudine.
-Jesteśmy wróżkami. -odpowiedział Claude.
Wróżki, łał, nie spotkałem jeszcze żadnej. Gdzie Sookie spotyka tych wszystkich nadnaturalnych? Wampiry, zmiennokształtni, wilkołaki, a teraz wróżki.
-Łał. Pewnie jako wilkołak powinienem was rozpoznać, ale nie spotkałem jeszcze żadnej wróżki. -powiedziałem ze wstydem. Zainteresowało mnie to.
-Należysz może do stada w Shreveport? -zapytała Claudine. Szybko przeszła dalej. Pewnie sądziła, że to nic dziwnego, że nie spotkałem żadnej wróżki.
-Hmm, nie. Aktualnie nie należę do żadnego stada. -odpowiedziałem spokojnie.
-Dlaczego? -spytał Claude z zaciekawieniem, przynajmniej tak mi się zdawało.
-Byłem w stadzie w rodzinnym mieście, ale moi rodzice zginęli przez nie, więc po przeprowadzce nie chciałem należeć do żadnego. Oczywiście z uprzejmości złożyłem wizytę przywódcy stada - pułkownikowi Flood'owi, by wiedział że mieszkam niedaleko. Także wytłumaczyłem, czemu nie chcę być w stadzie. Musiał to zaakceptować i powiedział, że będę mile widziany, jeśli zmienię zdanie. - Odpowiedziałem i się uśmiechnąłem. A Claude odpowiedział na mój uśmiech.
Claudine to zauważyła i spytała:
- Matt, jesteś gejem? -i się jeszcze uśmiechnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz